Essen z perspektywy 18xx

Cztery dni targów Spiel w Essen za nami. To był fantastycznie spędzony czas, spotkałem tylu graczy osiemnastek, ich autorów i fanów jak nigdy wcześniej.

Po kolei:

Dzień 0

Wyruszyliśmy w środę nad ranem w 6 osób/6 kierowców dużym Dodge’m z bagażnikiem dachowym. Opcje były różne, niektórzy obawiali się, że się nie zmieścimy (tak, to byłem ja), bo koledzy musieli wziąć ze sobą do spania karimaty i całą pościel. Niektórzy poszli dalej i zabrali nawet łóżko 😉
Ha, tak dobrze przeczytaliście, mieliśmy wykupione noclegi, ale nasza noclegownia była przystosowana tylko do czterech osób, a przed samymi targami rozmnożyliśmy się nieco. Ale ostatecznie aż tak źle z miejscem nie było i przyjemnie się jechało.

Noclegi (zaklepane jeszcze w kwietniu – to był chyba ostatni moment, aby znaleźć coś w rozsądnej cenie) mieliśmy w Duisburgu położonym o 30 minut drogi od Essen. Trasa z Polski na miejsce była oczywiście dłuższa od prognozowanej – tak jest chyba zawsze. Nie myślcie nawet, że jadąc 1000km nie napotkacie na niespodzianki, więc na miejscu byliśmy po 12 godzinach.

Połowa z naszej paczki już pierwszego dnia wybrała się na granie do Essen, druga połówka została, aby zagrać we własnym gronie, w … juhuuu…. oczywiście osiemnastki 🙂
Na stół trafiło nasze ulubione 1836jr. Gra okazała się szybsza niż przewidzieliśmy, bo zbankrutował Ryu. A nie mówiłem, że trzeba drugą spółkę uruchomić drożej? 😉

Dzień 1

W czwartek ruszyliśmy na podbój Essen. Mój plan był tym razem wyjątkowo prosty: osiemnastki i tylko osiemnastki. Tu odebrać, tam kupić czy przekazać. Wędrówkę zacząłem od Winsome Games. By kupić u nich cokolwiek warunek jest jeden – albo kupujesz zestaw nowych 3 gier do godziny dwunastej pierwszego dnia, albo gry przepadają. Grę potem można kupić na rynku wtórnym, ale często za kosmiczne pieniądze, chociaż dla niektórych, kosmiczne są już teraz – zestaw kosztuje 120EUR. Tak, to kosmos zważywszy, że po pierwsze dostajemy gry w plastikowym pudełku, wyglądającym na jednorazowe, po drugie często do rozgrywki trzeba użyć elementów z innej gry. Takie są osiemnastki 😉

Od razu chciałem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i wypytać Johna Bohrer‘a, właściciela wydawnictwa, o kilka szczegółów z jego osiemnastkowego życia. Taki mały wywiadzik dla naszych czytelników. Umówiliśmy się na 12tą, wtedy teoretycznie miał skończyć sprzedaż i mielibyśmy chwilę wolnego. Ehhh, niestety, gry rozeszły się szybciej niż planował i o 12tej John był już w hotelu – źle się poczuł 🙁
Próbowałem go jeszcze później łapać na targach – nie udało się, John nawet zaprosił mnie do swojego hotelu, ale niestety, czasu było mało i inne plany na to nie pozwoliły.

DSC01085
John Bohrer z Winsome Games z przyjacielem

Drugi punkt tego dnia to Splotter. Jeroen Doumen obiecał mi małą pogawędkę o osiemnastkach. Sprzedałem mu swoją 18Africa, której nie polubiłem, ale na wywiad mogliśmy spotkać się dopiero następnego dnia, a w czwartek porozmawialiśmy chwilę o Splotterze, jego planach i ogólnie o tworzeniu gier. Kurcze, Jeroen to fantastyczny gościu, widać że gry to jego pasja. Bardzo przyjemnie się z nim rozmawiało wtedy i następnego dnia.

Punkt trzeci na mapie to Wolfram Janich z Marflow Games i Lonny Orgler z jego nowym tytułem: 18CZ. Obaj na tym samym stoisku 🙂
U Wolframa zamówiłem 1893 Cologne i 18Ruhr, no i wywiad oczywiście 😉
Ten wywiad okazał się największym sukcesem targów. Ale o tym później.
U Lonnego do odbioru czekały 1880 – dla mnie i Elemele. I tym razem wszystko poszło zgodnie z planem.

DSC01086
Marflow Games i 18CZ

Ostatnim przystankiem był odbiór gier z Planszostrefy: 18CZ x 2. W tym momencie byłem już zapakowany osiemnastkami na maxa i cieszyłem się, że mam ze sobą wózeczek. Tak przy okazji skusiłem się na jeszcze Antiquity, a to pudło ma kosmiczną wagę 😉 Tak ogromną, że Amerykanie wypstrykują elementy przed zabraniem go do Stanów :D.
Po pierwszym dniu nawet nie obszedłem wszystkich hal, ale plany zakupowe miałem już spełnione w 100%.

Dzień 2

Drugi dzień miał być znacznie spokojniejszy, udało mi się obejść całość: 6 hal. Zagrałem w coś z chłopakami, połaziłem po stoiskach w poszukiwaniu prezentów dla rodziny i najważniejszy punkt: zrobiłem dwa wywiady. Pierwszy był z Jeroenem ze Splottera. Wywiad był fantastyczny, ale ja czułem się trochę głupio, bo gościa, który robi świetne gry i który ma mózg nie od parady, pytałem o osiemnastki. To tak jakby Lacerdę pytać o gry Felda 😉 . Lubisz gry Felda? Jak często w nie grasz? Który jego tytuł lubisz najbardziej? O co kaman? A co z moimi grami? – przecież tak Jeroen mógłby spytać. Dać po pysku i pójść sobie dalej. Ale spoko, nie dał po pysku i fantastycznie opowiadał o nie swoich grach 😉 Zaimponowało mi to niesamowicie.

Ja za to dałem plamę, bo dopiero w trakcie wywiadu dowiedziałem się, że moje Blackberry nagrywa tylko odcinki 60 sekundowe. Więc na kolejne wywiady musiałem zmienić strategię i nagrywać wszystko na innym urządzeniu.

Jeroen Duomen i ja we własnej osobie
Jeroen Doumen i ja we własnej osobie

Na wywiad zgodził się także Lonny. Mogliśmy porozmawiać przez chwilę o jego najnowszej grze, planach na przyszłość oraz ogólnie o naszym hobby. Wkrótce będziecie mogli go przeczytać na naszych stronach.

Wywiady zaczynają mi się strasznie podobać. Fajnie, bo normalnie nie zadawałbym nikomu tysiąca pytań, no bo jak? Przychodzisz, oglądasz, zagadujesz, ale przecież nie polecisz wiązanką kilkunastu pytań? A tak, jest wywiadzik i pytania są naturalne, możesz pytać o co tylko chcesz, ile, czemu tak a nie inaczej, jak i dlaczego? Każdy się zgadza i nikomu nie wydaje się dziwne, że to jakiś namolny planszomaniak.

Lonny Orgler z 18CZ
Lonny Orgler ze swoim najnowszym tytułem

Dzień 3

Dzień trzeci: prezenty kupione, ale nie gry, ooo nie. Moje dzieci mają dosyć gier i zadanie znalezienia prezentu jest o wiele trudniejsze. Wybór padł na bluzy z nadrukami, kupione zresztą na polskim stoisku. Poza tym: wywiad z Wolframem z Marflow Games. Miał być w południe, ale rano,  gdy przyszedłem mu przypomnieć, stwierdził, żeby właściwie czemu nie zrobić go od razu. I to był HIT targów, 30 minut rozmowy, o planach i przeszłości, o tym co się w jego świecie dzieje. O niektórych rzeczach dowiedzieliśmy się chyba jako pierwsi i postaramy się je szybko opublikować.

Wolfram Janich z Marflow Games i ich razem z autorem tego tekstu ;)
Wolfram Janich z Marflow Games razem z autorem tego tekstu 😉

Miałem też czas na to, aby przejść na spokojnie wszystkich hale i przyglądnąć się pokrótce niektórym tytułom. O części z nich posłuchałem to i owo, kilka szybko odpadło: bo bardzo losowe, bo kości itp..
Ale znalazłem dwie piękne pozycje które wpadły na moją listę: bo są krótkie – do godziny czasu i na dodatek wygląda na to, że będzie można przy nich pogłówkować.
Jeden tytuł z wydawnictwa rosyjskiego: Natives. Drugi to przepiękna, fantastycznie ilustrowana gra z kickstartera: Space Race. Jest w niej klimat i fajna mechanika.
Niestety jest i smutna wiadomość z tego dnia: Ryu podpierdzielili aparat. Grał, położył na boku i za chwilę go nie było. Na tym samym stoisku innemu gościowi ukradli plecak a innemu portfel… Masakra jakaś, złodzieje widać korzystają z każdej okazji, a tych na targach nie brakuje.

Dzień 4

Ostatni dzień to bardzo krótka wizyta na targach, zaledwie 2 godziny, ostatnie zakupy (kupiłem tą rosyjską grę o Indianach) i przegapiłem największą okazję targów!!!!!
Uwaga, uwaga… mogłem zagrać z dwoma słynnymi autorami osiemnastek w nowy prototyp (18DO – czyli osiemnastkę o piwie). Byli to Mark Derrick ze Stanów i Wolfram Janich z Niemiec. To tak jakbyście mogli zagrać z Feldem i Rosenbergiem jednocześnie! W ich nową grę! Wiadomo, dostałbym porządne baty, ale zobaczyłbym na żywo w akcji dwie osiemnastkowe legendy. Bo jeden umówiony gracz zrezygnował i Wolfram zaprosił mnie do gry! Aggrrrrrr!!!
Nie mogłem skorzystać z tej fantastycznej okazji :(, bp grę zaczynali o 12tej, a wtedy mieliśmy się zebrać i wracać do Polski. Więc next time: jesteśmy do końca, nie ma pracy w poniedziałek i jeden dzień urlopu trzeba sobie zaplanować więcej 😛

18DO w które mogłem zagrać :/
18DO w które mogłem zagrać :/

Z plusów tego dnia: po raz drugi ktoś mnie rozpoznał na targach, ktoś zupełnie obcy i spytał, czy to ja jestem tym blogerem? Tym razem był to Nikolas z Nowego Jorku. Obserwujemy się nawzajem na Twiterze i poznał mnie po…. hmmm… nie wiem po czym 😉
Więc jeśli jeszcze nas nie obserwujecie, to tylko dopowiem, że każdego dnia puszczałem kilka twittów prosto z targów.

Nikolas z NY, poniżej Mark Derrick i Wolfram Janich
Nikolas z NY, poniżej Mark Derrick i Wolfram Janich

Kolejne targi za rok. Chciałoby się więcej, ale pocieszam się, że najbliższe miesiące będą bardzo obfite w treści. Mamy wywiady, zdjęcia, kilka nowych gier, które dopiero będziemy poznawać, i o których będziemy dla was pisać i fotografować. I jeszcze dużo innych rzeczy do zrobienia 😀

A na koniec, żeby nie było, że wszyscy autorzy planszówek są tacy… milusi – fotka Ryu z Phil’em Eklundem 😉

Phil Eklund i Ryu - jesteś pewny że chcesz kupować jego kolejne gry? ;)
Phil Eklund i Ryu – jesteś pewny że chcesz kupować jego kolejne gry? 😉

3 thoughts on “Essen z perspektywy 18xx”

  1. Phil Eklund – najbardziej pozytywny człowiek jakiego miałem przyjemność poznać na targach 🙂
    Aparatu szkoda ale było super. Polecam i oby za rok udało się znowu pojechać 🙂

    1. Obiecuję że będą, na razie testuję narzędzia do dyktowania tekstu, przepisanie pół godzinnej rozmowy jest ponad moje siły 😉

Leave a Reply