1889 – moja pierwsza 18xx i pierwsze wrażenia

Od lat jestem wielkim miłośnikiem kolei – jak tylko w pobliżu można zobaczyć jakiś parowóz, to na pewno się tam pojawię 🙂 Pierwszą grą, którą kupiłem był Ticket to Ride (Europa) i za kolejnymi grami w klimacie kolejowym cały czas się oglądałem. Przez pewien okres czasu miałem nawet w domu własny egzemplarz Railroad Tycoon (później nazwę zmieniono na Railways of the World), ale z bólem sprzedałem, bo fizycznie w kawalerce nie byłem w stanie rozłożyć planszy 🙂 Przez kolejne lata kolej na planszy aż tak mnie nie zajmowała, ale w końcu sobie o niej przypomniałem. Korzystając z dobrodziejstw planszówkowego forum, zadałem pytanie/prośbę o polecenie gier o tematyce kolejowej. O dziwo, osobą, która nieśmiało napisała o 18xx nie był Magole 😉 ale kolega Apos. Apos polecił kilka tytułów m.in. Rosyjskie koleje, a że mieszka niedaleko to pojawiła się okazja by zagrać zanim kupiłbym swoje pudełko. Koniec końców z Aposem pierwszy raz nie zagrałem w Rosyjskie koleje, lecz z Piotrkiem i Marcinem (Magole), a ponieważ w Rosyjskie… zagraliśmy dosyć szybko, to pojawiła się propozycja zagrania w 18xx, a dokładniej w 1889.

Generalnie gry 18xx kojarzyłem, bo gdy tylko na BGG szukało się gier o tematyce kolejowej to było multum zdjęć z żółtymi, zielonymi kafelkami torów. Hmm, albo raczej czarnych kresek, które miały przypominać tory. Tak, oprawa wizualna gier 18xx delikatnie rzecz ujmując nie powala na kolana i chyba dlatego przez długi czas nie brałem ich nawet pod uwagę. Cóż to był za błąd! Albo wielbłąd nawet!

Ale, wróćmy do 1889 bo to o niej mowa. Gra toczy się na japońskiej wyspie Sikoku gdzie tory generalnie warto budować wzdłuż brzegu wyspy, ponieważ pchanie się przez środek oznacza dosyć spore koszty budowy. Niestety graliśmy 3 miesiące temu, pamięć już nie ta, więc będzie bez zbytnich szczegółów 😉 Pierwsza i najważniejsza rzecz – wygrałem 😉 Taki żarcik, jak mawia moja córka. Ale to nie wygrana była w tym wszystkim najważniejsza. Najważniejsza była radość gry. W zasadzie od pierwszych minut gra mnie totalnie “zassała” i wypluła dopiero w okolicach 3 w nocy 😉 Nie zdarzyło mi się, by jakakolwiek inna gra trzymała mnie tyle godzin z głową pracującą na pełnych obrotach, w której pojawiały się coraz to nowe pomysły, które czasem trzeba było szybko zmieniać, bo sytuacja rynkowa się zmieniała 🙂 Do tego jeszcze SMS od żony (w okolicach godziny 2) z pytaniem, czy zamierzam przed świtem przyjechać do domu 😉 Kobieto, ty tu o spaniu piszesz, a ja biznes rozkręcam, kolejną firmę zakładam, Diesla kupuję, stacje, dywidendy. No po prostu pełen odjazd 🙂

Sinusoida emocji była spora, od początkowego zadowolenia, bo dobrze mi idzie: mam fajną trasę, pociąg, Magole kupił akcje mojej firmy (Uwajima), więc chyba wierzy, że coś z tego będzie 😉 Po czym w połowie gry, zostaję z pociągami, które zaraz będzie trzeba złomować, a chłopaki już mają nowsze modele. I pojawia się pragnienie by wcisnąć to dziadostwo komuś innemu 😉 Przygotowania do tego niecnego planu już są mocno zaawansowane, po czym dostrzegam szansę, by jakoś się tą firmą jednak wybić. Ze smutku przechodzę w euforię, że coś się z tego uda zrobić. Kilka tur, kilka położonych torów. Następnie trzeba zbudować stacje, żeby mieć samemu przejazd, ale żeby chłopaki się nie wciskali na moje tory 😉 Magole nie zauważa mojego chytrego planu, a ja – bum – buduję tory łączące z Kouchi, co z zablokowaną stają w Kubokawa daje mi wyłączność na transport na zachodnim brzegu, a jednocześnie połączenie ze wschodnim i z północą stroną wyspy. Wyłączność na zachodnim brzegu wynikała z tego, że zanim połączyłem się do Kubokawy to założyłem firmę Kuroshio. Teraz pozostało mi tylko uzbierać pieniądze na pociąg Diesla, po czym jak odpaliłem trasę to zabrakło pól w tabelce, by określić dywidendę (a było to ponad 750 jenów :)).
Tak… pisałem, że nie będzie zbytnich szczegółów, ale w trakcie opisywania wspomnienia wróciły 😉 Jeśli jeszcze nie wiecie, czy mi się podobało, to dodam tylko, że kilka dni później poprosiłem Magole, żeby wydrukował mi tą grę, bym mógł ją sam wykroić i mieć. Po prostu mieć niesamowitą grę na półce 🙂

Aha, warto też wspomnieć, że od razu przy pierwszej 18xx grałem z żetonami pokerowymi, co z jednej strony przyspieszało grę, a z drugiej strony było fajnym doznaniem estetycznym (można było robić fajne stosy, i są miłe w dotyku ;)).

Plusy:

  • Jak na 18xx to szybki czas gry (ok. 3,5h)
  • Ładna (chodzi mi o re-design wykonany przez Carthaginiana)
  • Pełna giełda (ruch ceny możliwy w 4 kierunkach) z obszarami specjalnymi (akcje nie liczące się do limitu, oraz możliwość przekroczenia limitu 60% akcji)
  • Dosyć ciasna mapa wymuszająca wspólne tory
  • Możliwość blokowana przejazdów stacjami
  • Oprócz możliwości zakupu w Deep Thought Games (ceny od 39-89$ w zależności od wykończenia) jest dostępna jako PnP
  • Mając pociąg Diesla bardzo łatwo wytycza się najlepszą trasę (nie trzeba się przejmować żadnymi limitami odwiedzanych miast)
  • Dostępna polska instrukcja (tłumaczenie mojego autorstwa ;))

Minusy:

  • Słaba dostępność (zamówienie z USA, albo wersja PnP)
  • Nie da się całkowicie zamknąć firmy (minimalna cena akcji to 10 jenów)
  • Nie do końca jasna instrukcja

Moja ocena na BGG: 9.0

1 thought on “1889 – moja pierwsza 18xx i pierwsze wrażenia”

  1. Ja ze swojej strony dodam że nieśmiało zaprosiłem kolegę na grę kolejową i nie przypuszczałem że cokolwiek więcej się z tego urodzi ;), ot zagra, powie że OK i zapomni. A tu proszę, proszę, dziecko w postaci tego bloga nam się urodziło 😀

Leave a Reply